Oferty sprzedaży samochodów:
2
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/29/kwiatek-citroen-c3-14-hdi-2007r.aspx Tytuł: Kwiatek - Citroen C3 14 HDI 2007r
Kwiatek przyznam dość osobliwy. Rok produkcji 2007, sprowadzony, przebieg 2 800 km (słownie: dwa tysiące osiemset), cena 35 000 pln. W takiej sytucji warto zapytać byłego właściciela co się stało, dlaczego sprzedaje nówkę-sztukę. I dlaczego za połowę wartości nowego auta z salonu. Połowę, bo przecież ten co sprowadził auto też musi na tym zarobić, na pewno poniósł drobne koszty związane z importem, więc musi się odkuć. Z drugiej strony pewnie sprzedający żyje z takich okazji, więc nie ma żadnego interesu, aby oddać auto po kosztach. Ponieważ kontaktu z pierwszym właścicielem raczej nie nawiążemy, musimy sami wykombinować dlaczego ów obywatel postanowił sprzedać taką żyletę. Może wygrał auto w konkursie Der Colgate Foto, a że sam jeździ Porshe Cayenne a żona Golfem GTI to nie ma co dodatkowo utrzymywać C3, więc sprzedał ją biednemu Polaczkowi. Może nagle zmieniła się człowiekowi sytuacja życiowa: pogrzeb, rozwód, nowa praca, podwyżka... i był zmuszony sprzedać auto biednemu Polaczkowi. Tylko skąd ten przebieg 2 800 km? 2 tygodnie jeżdzenia po niemieckich drogach... i taka szybka decyzja o sprzedaży auta? Może auto miało dzwona z tramwajem na Aleksandre Platz i trzeba było szybko sprzedać je biednemu Polaczkowi. Ehhh.... można było się postarać i przekręcić licznik do 28 000 km (słownie: dwudziestu osmiu tysięcy km) - byłoby bardziej realnie. |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/24/rynek-pe-en-wrak-w.aspx Tytuł: Rynek pełen wraków Można się oszukiwać, może nam się wydawać, że Honda, którą znaleźliśmy i która nam się spodobała to jest to czego szukaliśmy. Bezwypadkowa, od pierwszego właściciela... i reszta, o której wspominałem wcześniej. No wlaśnie, kto przy zdrowych zmysłach sprzedaje dobry samochód? Ja od ponad roku mam całkiem przyjemną Hondę Civic. Samochód jest naprawdę trafiony :) Prawdziwa okazja!! (a mówiłem, że takie się nie zdarzają :) Auto działa bez zarzutów, nic nigdy się z nim nie stało, nigdy mnie nie zawiodło, ale... nie ma klimatyzacji. Bardzo chciałbym mieć auto z klimą, ale... nie chcę się pozbywać DOBREGO samochodu. Mój pierwszy samochód, który sobie kupiłem to był Citroen Saxo. Byłem nim niesamowicie zauroczony, żadnych wad, po prostu cudeńko. Z biegiem czasu uczyłem go. W końcu dowiedziałem się o nim tylu rzeczy, że postanowiłem sprzedać tego wraka. No i sprzedałem. Uffff.... Wiem, niczym się nie różnię od tych cfaniaków, którzy handlują wrakami! No dobrze, zawsze możemy mieć nadzieję, że trafimy na dziadka, który postanowił sprzedać swój samochód, bo okazuje się, że już nie może prowadzić samochodów. Możemy też trafić na milionera, który sprzedaje samochód żony, bo ma on już 2 lata, i pora wreszcie kupić żonce większego Lexusa. Może uda nam się natknąć na młodą rodzinę, która postanowiła sprzedać swojego Opla Corsę, bo zanosi się z zakupem Opla Astry kombi. Wszystkim Wam życzę takich właśnie sprzedających, ale to jak trafienie Twojego Szczęśliwego Numerka we włoskim totolotku. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia handlarzy, którzy oferują usługę polegającą na kupnie Twojego wraka, szbyko, wygodnie, w dobrej cenie. Accord, Civic, Prelude, i
inne, kupię każde, zniszczone, skorodowane, po wypadku, do remontu,
niejeżdżące, dysponuję własnym transportem, zawsze przyjadę, płacę
gotówką I co się dzieje z tymi
wszystkimi 'zniszczonymi', 'skorodowanymi', 'po wypadku', 'do remontu',
'niejeżdżacymi', 'rozbitymi', 'w całości lub na części' furkami?? |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/23/kwiatki-rover-416-si-1-4-16v.aspx Tytuł: Kwiatki: Rover 416 SI 1.4 16V Dodając ogłoszenie do serwisu internetowego sprzedajcy może wpisać WSZYSTKO!! I zamieścić dowolne fotki... dowolnie podrasowane w PhotoShopie... Chciałem Wam zamieścić tutaj fotkę Fiata Sieny,
czerwonego, który ostanio otarł się o mój komputer, ale... nie mogę go
znaleźć. Ale jak natrafię na podobnego kwiatka to obiecuje publikować
:) Pamiętajcie o tym, to co jest w treści ogłoszenia i to co zastaniecie na miejscu oglądając wasze przyszłe cudeńko to zupełnie dwie różne sprawy. Po pierwsze, serwisy internetowe NIE ODPOWIADAJĄ za treść zamieszczanych ogłoszeń, bo dlaczego miałyby odpowiadać. Nie są w stanie sprawdzić każdej oferty, to chyba zrozumiałe. Natomiast za to co napisze sprzedający odpowiada tylko on. Ale co to w praktyce znaczy? To, że jadąc po samochód musicie KONIECZNIE wydrukować sobie ofertę, treść i zdjęcia. Ogłoszenie w internecie może dziś być on-line, jutro już nie. Więc zbierajcie dowody :) Dla przykładu, zupełnie idiotyczne zachowanie komisanta z Bydgoszczy. To oczywiście pomyłka komisanta. Wrzuca fotki deski rozdzielczej dwóch różnych aut. Przebieg NOMINALNY to 141 000 km, a na fotkach zdjęcia desek rozdzielczych dwoch roznych aut. Jedna na pewno Rovera a druga - nie zidentyfikowana przeze mnie. Klient patrzy i widzi takie kwiatki i co ma sobie pomyśleć? Raz przebieg 141 000 a raz 23 000 :) Przykład Rowera zaczerpnięty od Piorta. |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/22/wasze-historie-co-jakby-konkurs.aspx Tytuł: Wasze historie - coś jakby konkurs Po sugestiach od czytelników dotyczących a to braku fotek obrazujących teksty, czy też ciepłych słowach i obietnicach skorzystania z moich 'porad' przy najbliższej wyprawie po samochód marzeń, zdecydowałem się na następujące zagranie. Jeśłi ktoś z Was zamierza w najbliższym czasie dokonać zakupu samochodu marzeń i zdecyduje się na ten jakże ryzykowny krok i chciałby o tym opowiedzieć, podzielić się z innymi swoimi wrażeniami, zapraszam do pisania do mnie. Ciekawe wypowiedzi będę publikował. Niezwykle mile widziane będą historie okraszone interesującymi fotkami. Nie sądzę, żeby na tym poziomie czytelnictwa bloga, moja skrzynka pocztowa nagle zaczęła pękać, uginać się i stawać się cięższa niż Nissan Navara wypełniony po brzegi glazurą, więc jest spora szansa na to, że właśnie Twoją historię opublikuję :) A więc jeśli chcecie pochwalić się jakiego doskonałego zakupu dokonaliście albo chcecie przestrzec kogoś przed konkretnymi technikami oszustw zapraszam do pisania . |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/22/co-sprawdzi-cz-4-blacha-i-szk-o.aspx Tytuł: Co sprawdzić, cz. 4: Blacha i szkło Blacha To w miarę proste zadanie. Nawet dla... kobiety. Przepraszam za pejoratywny wydźwięk tego stwierdzenia, ale z doświadczenia widzę, że to kobiety nie wierzą w swoje umiejętności niezbędne przy zakupie samochodu. To prawda, że większośc z nich kieruje się one zasadą: czerwony? biorę! Ale jeśli tylko byłyby w stanie zapomnieć na chwilę o zewnętrznych walorach wozu to są w stanie sobie poradzić z takim tematem jak blacha. Naprawdę! I to niekoniecznie trzeba się przy tym ubrudzić, choć nie zaszkodzi. Blacha. Czyli wszystko to co jest metalowe, polakierowane. Blachę sprawdzamy odsłaniając dywaniki :) To nie było chyba trudne. Teraz jeszcze prostrza sprawa, wymagająca jeszcze mniej wysiłku. Szyby Zwykle szyby w samochodzie powinny być tej samej firmy i mieć takie same oznaczenia, data produkcji, producent. Dobrze jest porównać jakie szyby powinny być fabrycznie wstawione do Twojego modelu samochodu. To możesz sprawdzić na innym egzemplarzu. Jeśli szyby były wymieniane to może to świadczyć o poważnej stłuczce, ale może też o niczym nie świadczyć, bo w końcu zawsze ktoś mógł się włamać kiedyś w przeszłości do naszego przyszłego wozu. No cóż, temat niezbyt rozległy, ale zawsze blacha i szyby to są 2 elementy, które możemy sprawdzić sami, zanim udamy się do warsztatu i wydamy okrągłe 100 pln na oględziny wozu. |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/22/okazje-mechanizm-powstawania.aspx Tytuł: "Okazje" - mechanizm powstawania Na jednym z forów internetowych poświęconych motoryzacji pojawił się ciekawy temat. [Errata: oczywiście temat ten był już wcześniej poruszany przez innego autora, więc przytaczam źródło artykułu z Interii: http://motoryzacja.interia.pl/szukaj/news/jak-sprzedac-uzywane-bmw,934377] Wszyscy, którzy chca kupić samochód bezwypadkowy, z książką serwisową, małym przebiegiem, od pierwszego właścicilena naprawdę polecam tego posta... jest wielce wymowny. Autor obnaża przed nami rzeczywistość - jak powstaja 'okazje'. Problem w tym, że wszyscy mamy tendencję do narzekania. Nie potrafimy pozytywnie odpowiedzieć na pytanie "Jak się masz?". Standardowe odpowiedzi to 'jestem zmęczony', 'źle się czuję', 'najchętniej poszedłbym do domu'. To samo jest w temacie używanych aut. 'Nie kupuj od handlarza', 'uważaj na przebieg', 'sprawdź czy nie bity', 'nikomu nie ufaj', 'uważaj na oszustów'. No dobrze!! Ale co robić!! Jak kupić DOBRY używany samochód? Mam budżet w wysokości 10 000 pln i chcę kupić 'prawie' nowy samochodzik, jak największy, bezwypadkowy, od pierwszego właściciela, bez oznak zniszczenia, bez korozji, full-opcja, z małym przebiegiem... NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI, możesz sobie darować, a kasę wydaj na dobry rower. |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/16/stra-miejska-w-z-nr-2635.aspx Tytuł: Straż miejska - wóz nr 2635 Dziś zacznę z trochę innej strony. W zasadzie nie-na-temat. Jednak jestem przekonany, że takie rzeczy trzeba pokazywać. Wczoraj wieczorem na jedym z przystanków autobusowych w Warszawie dwóch gówniarzy urządziło sobie zabawę w niszczenie reklam świetlnych. Był doskonały powód ku temu, ponieważ akurat czekali na autobus, a przez dłuższy czas nic nie jechało, a ponadto byli w towarzystwie dwóch miłych dziweczyn... Jakież było zaskoczenie dwóch koleżków, gdy na przystanek autobusowy podjechał wóz Sraży Miejskiej - z wyłączonymi światłami i pod prąd (ulica jest jenokierunkowa). Dwaj młodzi chłopcy zorientowali się o ułamek sekundy zbyt późno, zdążyli rozpocząć ucieczkę, ale strażnicy postanowili spełnić swój obowiązek wobec pracodawcy i pobiegli w ślad za gówniarzami. Po 5 minutach obserwowania calego zdarzenia, jeden ze strażników wrócił prowadząc za rękę grzecznego i potulnego gówniarza, mam nadzieję, że branzoletki go nieźle uwierały. Kolejnych 15 minut i drugi stażnik wrócił - jednak bez zdobyczy. Przy okazji zjechało się więcej radiowozów do pomocy. Co nie zmieniło niestety ani sytuacji złapanego ani uciekniętego. Naprawdę godne to pochwały (oczywiście praca strażników miejskich), że wykonali swoją pracę bez zarzutów. W związku z tym, że dane mi było uczestniczyć biernie w wydarzeniach, publikuję fotorelację z tego wydarzenia. Jak spotkacie wóz Sraży Miejskiej, numer boczny 2635 to proszę o przekazanie wyrazów szacunku dla jego użytkowników. Niestetety robienie kilku zdjęć aparatem Zorka pięć przynosi efekt w postaci lichej jakości fotek.
FOTORELACJA, 15.08.2007, ok. godziny 22
|
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/14/co-sprawdzi-cz-3-troch-lakieru.aspx Tytuł: Co sprawdzić, cz. 3: trochę lakieru Dla większości kobiet, to co kładą sobie na paznokcie albo włosy nie jest bez znaczenia. Skoro to jest takie ważne dla naszych dam, to może powinno być równie ważne dla nas, Panowie. Idąc tym tropem, jakość lakieru, który uskuteczniają Panie, niech zatem będzie doskonałym wzorem przy zakupie auta. Lakier, jaki przyjdzie nam codziennie oglądać jeżdżąc naszym jeszcze nie zakupionym samochodem, to bardzo ważna rzecz. Sprawdźmy, w jakim stanie on się znajduje. Pierwsza rzecz to miernik grubości lakieru. To takie cenne urządzenie, dzięki któremu jesteśmy w stanie samodzielnie sprawdzić stan powłoki lakieru naszego jeszcze nie zakupionego samochodu. Urządzenia te mają naprawdę różne kształty, wielkości, w końcu funkcjonalności. Najlepiej poszukać ich, gdzieś na www.allegro.pl, czy tez www.kupsprzedaj.pl Szczególnie dla laików polecam małe urządzenie w kształcie długopisu (Auto Tester AT 500, czy coś w tym stylu). Można go kupić naprawdę tanio, nie trzeba czytać instrukcji obsługi, bo połknąć też go się nie da. Prosty w działaniu, jak... długopis :) Miernikiem takim wykryjemy naprawdę szybko różnice w grubości lakieru w różnych częściach wozu. O czym takie różnice (in plus i in minus) mogą świadczyć? Oczywiście o tym, ze dana część była powtórnie lakierowana. Ale jak była powtórnie lakierowana, to jeszcze nic się nie dzieje, przecież ktoś mógł zarysować lakier, jakiś łobuz mógł uderzyć w maskę, zadrapać. Lepiej, gdy część została polakierowana, niż żeby rdza miała miejsce, żeby zaatakować nasz (jescze nie nasz) samochodód. Jeśli nie mamy testera grubości lakieru zdajemy się na nasze niezawodne oko. Sprawdzamy różnice odcienia lakieru - do tego potrzebne jest słońce. Dodatkowo czy w miejscach odprysków widać dwie warstwy lakieru, lub co gorsza szpachlę. Jeszcze korzystając z dobrodziejstw słońca sprawdzamy czy lakier był równo nakładany - szczególnie w rogach da się zauważyć nierówności. Czasem fachowcy, którzy jeszcze nie wpadli na pomysł sprawdzenia, jak się żyje za kanałem La Manche, nie mają na tyle rozumu, żeby pamiętać, że plastikowych części nadwozia się nie lakieruje. Prostym testem, przy wykorzystaniu narzędzia (przepraszam, narządu) wzroku sprawdzimy czy nie są pomalowane części nadwozia, które nie powinny być malowane (uszczelki, klamki, elementy zawieszenia, szyby itp.), czy nie ma zacieków lakieru, czy nie ma pęknięć szpachli. Po tym wszystkim jesteśmy coraz bliżej decyzji w sprawie zakupu auta :) |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/14/komu-wierzy.aspx Tytuł: Komu wierzyć olga napisała: Gdzie sprawdzić stan techniczny? Pojedź najpierw z kolegą :) Sama nie jedź oglądać samochodu. Nidgy, przenigdy! Ludzie nie są obiektywni w takich momentach. Wystarczy, że w internecie zobaczyliśmy fotki, już jesteśmy tacy szczęśliwi. Wyobraźnia uruchamia się w jednej chwili. To musi być nasz samochód. A tak, pojedziesz z przyjacielem, choćby laikiem. To nie jego samochód będzie, to nie on będzie się nim zachwycał. Jego oko będzie bardziej czujne. Nie ma jak przyjaciele. Wszystko Ci odradzi. No dobrze, jak już mu się nie uda Cię odwieść od zakupu samochodu, pokłucicie się tak że wykasujecie sobie numery telefonów z książki telefonicznej to pora udać się do fachowca. Gdzie? Jak masz kogoś znajomego to do niego. Byle by miał ścieżkę diagnostyczną, kanał, był Twoim znajomym i niech chciał ani grosza za fatygę. Aha... no i musi się choć trochę znać na rzeczy. Ciekawym pomysłem jest udanie się do stacji naprawczej KONKURENCYJNEJ marki. Byłem kiedyś z Oplem Astrą II w stacji naprawczej Daewoo. To był doskonały wybór. Człowiek, który nadzorował badanie mojego niedoszłego Opla, raczej nie przepadał za tą marką :) Znalazł tyle usterek, tyle rzeczy świadczących o niezgodności faktycznego przebiegu silnika ze stanem licznikowym, że w zasadzie po 15 minutach badania mogłem podziękować sprzedającemu. Nawet nie musieliśmy wjeżdżać na ścieżkę diagnostyczną. Pamiętajcie, że jeśli udacie się do autoryzowanego serwisu samochodów marki, którą chcecie kupić to musicie liczyć się z tym, że oni wiedzą WSZYSTKO o tych samochodach, przecież z nimi pracują na co dzień. Ale... nie mają ani jednego powodu, aby mówić o danym samochodzie, że to kompletny wrak... Jak chcesz kupić Golfa to jedź z nim do serwisu Hondy. A odpowidając na pytanie GDZIE niestety nie spełnię Twojej prośby i nie powiem gdzie. W Warszawie może jakiś serwis jeszcze bym polecił, ale w innych miastach... nie mam takiej bazy danych, a co więcej sprawdzonej bazy danych. Jakichś polecanych serwisów przez internautów można poszukać oczywiście w necie (Google Twój przyjaciel :). |
|
Strona: http://autofoto.pl/blogs/uzywane/archive/2007/08/13/przyk-adowe-oszustwa-cz-4-z-oto-g-upc-w.aspx Tytuł: Przykładowe oszustwa, cz. 4: złoto głupców Przypominam sobie historię o starym niedobrym księciu, który chciał
mieć tylko dla siebie mnóstwo cennych rzeczy. Gromadził je i gromadził,
z nikim nie chciał się dzielic, więc los go karał tym, że po pewnym
czasie wszystkie te rzeczy zamieniały się w coś bezwartościowego. I to jest trochę tak. Chcemy sobie kupić auto. Mamy różne powody, to nasz pierwszy samochód, tym razem to będzie większy samochód, nowszy, lepszy, nareszcie z klimatyzacją, itp. Tylko my nim będziemy jeździli, podniecamy się, bo już za chwilę będziemy mieli wreszcie dużą prawdziwą zabawkę. Przeglądamy internet, wybieramy cacko, wyobraźnia zaczyna działać. Jedziemy do handlarza, kupujemy nasze cacko, szczęśliwi i lżejsi o kilka, kilkanaście tysięcy wracamy do domu. Po drodze autko gasnie nam dwa razy, ale to kwestia zgrania się z autem. Dodatkowo zauważamy, że drzwi pasażera nie otwierają się z centralnego zamka, a jedna żarówka w tylnych stopach się nie świeci. Szczęście, jeśli sami sobie to uświadomimy, a nie zrobi tego miła Pani sierżant. Po kliku dniach jazdy okazuje się, że nasze nowe cacko powoli zaczyna zmieniać się w bezwartościową kupę złomu. Z dnia na dzień przybywa usterek. Nie, nie. Nie staram się tutaj prezentować jakiejś skrajnie pesymistycznej postawy. Staram się pokazać jak wygląda życie. Dlatego nie kupujcie lepiej złomu, choćby nie wiem jak się świecił, jak ładnie wyglądał... użytkownik anonimowy napisał: Może i zabrakło kilku przecinków w tej wypowiedzi, może lekkie błędy stylistyczne czy literówki znajdziemy, ale znajdziemy też ogromną chęć ostrzeżenia innych. Pokazania innym, żeby nie kupowali 'perełek'. Podejrzewam, że transforamcja "ładnej v8" w "dezela" to kwestia kilku dni. a_left napisał: Widzę światełko w tunelu!! Uczciwość sprzedającego mnie poraziła. Nie napisał, że auto jest bezwypadkowe! Jak widać więc opis jest zgodny ze stanem faktycznym, a więc wygląda na to, że a_left strasznie czepia się człowieka. A że bezrobocie w Trzemesznie jest wyższe niż w Warszawie, to trzeba sobie jakoś radzić. Chwała więc handlarzowi, że otworzył działalność gospodarczą i sprzedaje samochody. Może na razie nie ma jeszcze na tyle dużo gotówki, by zainwestować w prawdziwy plac, baner reklamowy, ogrodzenie, ale znajdzie się jeszcze kilku... którzy kupią! A to mój ulubiony przypadek. m.kustra napisał: Ludzie, co za głupota... może sprzedający dopiero się uczy.... |

